Inne Poradniki:



Dla niezdecydowanych




O wzrastaniu w doskonałości



AM Zaccaria



Życiorys




Listy











czyli rozmowa współczesnego człowieka ze świętym






Dla niezdecydowanych


Przetłumaczył i opracował
o. dr Robert B. M. Kosek CRSP




Przedmowa

Drogi Czytelniku,
          Jak myślisz? Czy to, co uważano za prawdę blisko 500 lat temu może wciąż zachowywać swoją nieprzemijającą wartość? Dowodem na istnienie takiej prawdy może być duchowość św. Antoniego Marii Zaccarii, żyjącego w latach 1502-1539.

          Według o. G. Scalesego, CRSP, duchowość założyciela Zgromadzenia Księży Regularnych św. Pawła - Barnabitów, Sióstr Anielanek św. Pawła i Wspólnoty świeckich św. Pawła, jest duchowością współczesną. Nasz założyciel, żyjący w XVI wieku, był na owe czasy nauczycielem duchowości współczesnej. Zachęcał on nie tylko duchowieństwo, ale wszystkich chrześcijan do coraz to większej żarliwości w wierze, aby w ten sposób wzrastać w powołaniu do świętości. Jednakże jego nauka nie spotkała się ze zrozumieniem ze strony ówczesnego świata. A dziś? Kościół po Soborze Watykańskim II stwierdza, że wszyscy chrześcijanie winni być świadomi swojego powołania do świętości, które Ojcowie Soborowi określają jako "powszechne powołanie do świętości". To, co stało się rzeczywistością naszych czasów, św. Antoni Maria Zaccaria nauczał już pięć wieków temu.

          O tym, że duchowość św. Antoniego jest duchowością współczesną, mogłem się jeszcze bardziej przekonać podczas ostatnich rekolekcji (styczeń, 2003 r.). Otóż, poprzez wnikliwą analizę genezy i rozwoju powołań biblijnych, staraliśmy się wyodrębnić esencjonalne aspekty powołania człowieka przez Boga. Aczkolwiek nie było to najłatwiejsze przedsięwzięcie, to lektura listów św. Antoniego Marii Zaccarii okazała się bardzo pomocna w ich wyodrębnieniu. Idąc za wskazówkami św. Antoniego, o wiele łatwiej jest znaleźć czynniki ułatwiające rozeznanie powołania. A są nimi: modlitwa, całkowite zawierzenie się Panu Bogu i wytrwałe podążanie Jego śladami, dyspozycyjność, wewnętrzne wyciszenie, rozmowa z osobą duchowną. Św. Antoni Maria Zaccaria nie omieszkał wskazać na te czynniki, które - jak to słusznie zostało stwierdzone - są czynnikami utrudniającymi, lub wręcz przeszkadzającymi człowiekowi w podjęciu roztropnej decyzji. Do takich czynników należą między innymi: zawierzenie własnym siłom, hałaśliwe otoczenie, brak odwagi i podejrzliwość w stosunku do Bożych planów oraz nade wszystko - niezdecydowanie. Ale dlaczego miałoby to być dla Ciebie tak ważne?

          Zgodzisz się ze stwierdzeniem, iż w życiu każdego z nas, bez względu na wiek, wykształcenie, pochodzenie, czy wyznanie religijne, są niepowtarzalnie wpisane pytania dotyczące losów życia, a co się z tym wiąże, i jego sensu, np: Co mam robić? Kim mam być? Jak mam żyć? Jaki jest sens mojego życia?

          Tak. Tylko ci, co już próbowali zmagać się z tymi pytaniami, wiedzą dobrze, jak wielce mozolny jest ów proces wyłuskiwania tych życiowych odpowiedzi. Dlaczego? Gdyż pytania te, z którymi może i Ty w tym momencie się zmagasz, są uważane za jedne z najistotniejszych, a zarazem najtrudniejszych pytań człowieka stojącego na rozdrożu życia.

          Wiemy dobrze, że nie są to pytania z pogranicza świata akademickiego, jakie zwykli zadawać sobie tylko filozofowie, ale są one chlebem powszednim każdego człowieka, dotykającymi naszej codziennej egzystencji. Już 500 lat temu św. Antoni, założyciel i ojciec duchowy swoich synów - Ojców Barnabitów i jego córek - Sióstr Anielanek zachęcał swoich przyjaciół, aby nie wahali się porzucić przeciętności (letniości) i z żarliwością zaczęli czynić dobro. Pozwól zatem i Ty poprowadzić się temu wielkiemu świętemu, aby on mógł Ci w tym dopomóc. A teraz w zainscenizowanej "międzypokoleniowej" rozmowie wczytaj się w jego słowa.
          Życzę Ci owocnej lektury.

Twój brat w Chrystusie,
o. dr Robert B. M. Kosek CRSP

P.S. Z serca dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej publikacji. Niech modlitwa będzie moim skromnym podziękowaniem za Ich okazane serce i kompetencje.


Nota redakcyjna

          Odpowiedzi św. Antoniego Marii Zaccarii to obszerne cytaty z Listu ( 4 styczeń, 1531 r.) świętego (List II) do Bartolomeo Ferrari i Giacomo Morigii.

          Bartolomeo Maria Ferrari (1499-1544) i Giacomo Maria Antonio Morigia (1497-1546) byli mediolańskimi szlachcicami, którzy po różnych doświadczeniach życiowych dołączyli do Antoniego Marii Zaccarii pomagając mu w zorganizowaniu nowej rodziny zakonnej różnie nazywanej: synowie św. Pawła, Księża św. Pawła lub po prostu Barnabici.

          W wieku dwóch lat Bartolomeo stracił obydwoje rodziców, a wkrótce potem starszego brata. Pełna miłości troska drugiego brata Basilio, jego prawdziwego opiekuna, umożliwiła Bartolomeo przejście przez bolesną serię strat najbliższych. Z pewnością, zadanie Basiliego było ułatwione słodką i miłą osobowością Bartolomeo, który z natury lubił poświęcać się nauce, chętnie poddając się wymaganiom życia chrześcijańskiego. Basilio dokładał wszelkich starań, aby jego brat otrzymał dobre wykształcenie. W wieku 18 lat Bartolomeo rozpoczął studia na uniwersytecie w Pawii na wydziale prawa. Jednakże, świadom tego, że jego chrześcijańskie życie mogłoby być wystawione na niebezpieczeństwo przez świecki charakter środowiska uniwersyteckiego, zdecydował się przerwać studia i powrócić do Mediolanu z tytułem notariusza. Wiemy, że praktykował w tym zawodzie od 1521 do 1531 r. Pod przewodnictwem augustianina Giovanniego Bellotti, założyciela Oratorio dell'Eterna Sapienza (Oratorium Wiecznej Mądrości), Bartolomeo wiódł ściśle ascetyczne życie i rozpoczął posługę w kościele jako kleryk ; nauczał dzieci katechizmu, przyczyniając się do przywrócenia nauk, które od dawna wyszły z użytku w wielu parafiach. Podczas zarazy w 1524 r. i głodu, który dotknął mieszkańców Mediolanu, Bartolomeo poświecił się całym sercem posłudze poszkodowanym, nie skąpiąc przy tym własnych i to znacznych źródeł finansowych.

          Giacomo M. Antonio Morigia (1497-1546) był również w wieku dziecięcym osierocony przez ojca, Simone. Na nieszczęście jego matka, Orsina Barzi, była tylko częściowo zainteresowana rozwojem religijnym, moralnym i intelektualnym swojego syna. Po niezbyt długiej edukacji, Giacomo M. Antonio Morigia został szybko wprowadzony przez swoją matkę, kochającą życie i zabawy, do elit Mediolanu. Dosyć szybko głównymi zajęciami Giacomo stała się: jazda konna, polowania, muzyka i teatr. Wysoki i przystojny zyskał reputację najlepiej ubranego mężczyzny w Mediolanie i przydomek "Morigia elegant". Jego reputacja doszła do dworu Francesco Sforzy. Jednakże - co stawało się stopniowo widoczne - młodemu człowiekowi tak do końca nie odpowiadał styl życia jego matki. W życiu Giacomo Marii coraz bardziej przejawiały się oznaki zdecydowania, powagi i niezależności, przypuszczalnie odziedziczone po ojcu. I tak, z własnej woli, z powodzeniem zaczął studiować matematykę oraz architekturę. Co więcej, bez wątpienia ku zmartwieniu matki - zrezygnował z wielkich korzyści płynących ze związków z Opactwem San Vittore al Corpo, które było mu oferowane przez jego wpływowych przyjaciół. On natomiast wstąpił w szeregi Oratorion della Santa Corona (Oratorium Świętej Korony), którego głównym celem było bezpłatne rozdzielanie leków biednym.

          W wieku 25 lat niespokojny Giacomo M. Antonio wciąż poszukiwał celu swojego życia. W roku 1522 spotkał benedyktyna, o. Giovanniego Buono z klasztoru św. Piotra w Gessate. Świętość tego starszego zakonnika zaimponowała Giacomo Antonio do tego stopnia, że nie tylko nie ugiął się pod naciskami niezadowolonej matki i protestami swoich przyjaciół, ale zaczął kroczyć drogą większej doskonałości chrześcijańskiej. Idąc za radą o. Buono, Giacomo Antonio został członkiem Oratorio dell'Eterna Sapienza (Oratorium Wiecznej Mądrości).

          Antoni Maria Zaccaria spotkał Bartolomeo M. Ferrari i Giacomo M. Morigia w wyżej wspomnianym Oratorium w drugiej połowie 1531 r. To im Antoni Maria przedstawił swoje podglądy na temat pilnej potrzeby odnowy chrześcijańskiej. W 1532 r. Ferrari, Morigia i Zaccaria w obecności Arcybiskupa Mediolanu lub jego Wikariusza wnieśli petycję do Stolicy Apostolskiej o zezwolenie na złożenie profesji rad ewangelicznych, tj.: ślubu posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, jako zaczątku życia wspólnotowego "w celu oddania się w sposób bardziej energiczny i nieograniczony celom Bożym, aby zgłębiać sprawy należące do Boga". Ponieważ towarzysze Zaccarii wydawali się wahać w swoim zaangażowaniu, Antoni Maria skierował do nich ten list, który jest prawdziwym wypowiedzeniem wojny niezdecydowaniu, a jednocześnie ostrym sygnałem do działania od początku do końca.

          Rękopis Listu II (pośmiertnie retuszowany tu i ówdzie) jest przechowywany w Archiwum Generalnym oo. Barnabitów w Rzymie.


PORADNIK św. Antoniego Marii Zaccarii


Człowiek [Cz]: Drogi Ojcze Antoni, już od dłuższego czasu doszedłem do przekonania, że otrzymałem od Boga dar powołania do życia w kapłaństwie. Jednakże ciągle się waham i mam rożne wątpliwości.

Antoni M. Zaccaria [AMZ]: Bez wątpienia, mój najmilszy, musimy stwierdzić, iż Bóg stworzył ducha ludzkiego jako niestałego i zmiennego, aby człowiek nie trwał w czynieniu zła i raz będąc w posiadaniu dobra, nie zatrzymał się, lecz dążył do coraz to większego dobra i aby z jednej cnoty przechodził do innej i mógł w ten sposób osiągnąć szczyt doskonałości. Z tego wynika, że człowiek jest też niestały w złym, bez wytchnienia nie umiałby w nim wytrwać. W ten sposób, zamiast nadal czynić źle, zwraca się ku dobru i nie zadowalając się tym, co stworzone, powraca do Boga. Można by wskazać inną przyczynę ludzkiej niestałości, ale nam to wystarczy. Och, jacy jesteśmy żałośni! Zamierzając czynić dobro, dopuszczamy się wielkiej niestałości i wahania, czego nie powinniśmy czynić, by unikać zła.


Cz: Drogi Ojcze Antoni, czy myślisz, że to niezdecydowanie tkwiące w mojej duszy może być przyczyną zła? Czy ojciec zna taki stan z autopsji?

AMZ: Gdybym przemyślał poważnie to zło, które bierze początek z niezdecydowania, to dawno - jestem pewien - wypleniłbym go z mej duszy. Przede wszystkim niezdecydowanie przeszkadza człowiekowi czynić postępy, to tak jakby znajdował się on pomiędzy biegunami magnesu i nie był przyciągany ani przez jeden, ani przez w drugi. Innymi słowy, jeśli człowiek ogląda się za przeszłością - lekceważy teraźniejszość; jeśli przywiązuje się do teraźniejszości - traci z pola widzenia przyszłość. Czy wiesz, do kogo jest podobny? Przypomina tego, który równocześnie chce kochać i pożądać dwie sprzeczne rzeczy i nie otrzymuje żadnej i (jak mówi przysłowie) tego, który poluje jednocześnie na dwa zające, obserwując jak jeden ucieka, a drugi się wymyka. Jak długo człowiek pozostaje niezdecydowany i wątpiący, tak długo nie jest w stanie uczynić niczego dobrego. Życie dostarcza na to dosyć dowodów. Nie muszę nic dodawać.



Cz: Drogi Ojcze Antoni, wytłumacz mi, skąd bierze się w człowieku niezdecydowanie, przecież "człowiek niestały zmienia się jak księżyc. Denerwuje się i jest ciągle niespokojny; nie potrafi być szczęśliwy, nawet gdy wszystko idzie ku lepszemu. Martwi się i wpada w gniew z byle powodu, łatwo szuka pocieszenia."

AMZ: Tak naprawdę, chwast niezdecydowania rodzi się tam, gdzie brak Boskiego światła, ponieważ Duch Święty przenika do głębi, nie powierzchownie; człowiek, przeciwnie, nie widzi sedna sprawy - nie wie, na co się zdecydować. To niezdecydowanie jest równocześnie przyczyną i efektem letniości. Jeśli poprosimy o radę duchową w jakiejś sprawie człowieka letniego, to udzieli on wielu rad, ale nie zdecyduje, które z nich są dobre. On nigdy nie powie Ci, co robić, a czego unikać. W rezultacie, jeśli na początku byłeś niezdecydowany, to teraz będziesz tkwić w całkowitej niepewności. Niezdecydowana osoba traci zapał i staje się letnią.


Cz: Drogi Ojcze Antoni, z Twojej wypowiedzi wynika, "iż nie dosyć, że niezdecydowanie, które do tej pory omawialiśmy, jest złem, to jeszcze człowiek trwający w niepewności pozostaje bierny". Zatem, czy można tu mówić o pewnej kolei stanów ducha; wpierw stan niezdecydowania powodujący stan letniości, który w końcu prowadzi do stanu bierności. Czy zgodziłbyś się z tym?

AMZ: Tak. Jest to prawdą.


Cz: Drogi Ojcze Antoni, czy są jakieś sposoby, aby pozbyć się istniejącej przeciętności, uczucia bierności czy niedbałości?

AMZ: Odkryto dwie drogi lub metody do Boga, aby pozbyć się tej wady. Pierwsza pomaga nam, gdy niespodziewanie zmuszeni jesteśmy wybrać, czynić coś czy nie. Polega ona na wznoszeniu myśli do Boga z błaganiem, aby On udzielił daru rady. Pozwólcie mi to wyjaśnić. Jeśli spotka Cię coś nieprzewidzianego i niespodziewanego, to [sytuacja ta] wymaga, by dokonać wyboru, wówczas wznośmy nasze umysły do Boga prosząc Go, aby nas natchnął, co mamy czynić. Idąc za natchnieniem Ducha świętego - nie zbłądzimy. Druga droga, czy metoda polega na poszukiwaniu kierownika duchowego - oczywiście wtedy, kiedy dysponujemy czasem i możliwościami - by prosić go o radę i postępować według jego zaleceń. Dlatego też, kiedy człowiek musi uczynić coś ważnego, to powinien to dogłębnie przemyśleć i po tak poważnej refleksji i po wyborze odpowiedniej rady nie zwlekać z wykonaniem swego planu, gdyż najważniejszym wymaganiem na Bożej drodze jest bystrość i gorliwość.



Cz: Drogi Ojcze Antoni, przecież "Pismo święte pełne jest wezwań do zalecanej i zachwalanej gorliwości."

AMZ: To dlatego prorok Micheasz mawiał: "Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim"(Mi 6,8). Paweł powie: "starajcie się nie opuszczać się w gorliwości'(Rz 12,11), a Piotr: "Bracia, starajcie się przez dobre uczynki umocnić wasze powołanie i wybór!"(2 P 1,10). Mój najmilszy, muszę powiedzieć Ci prawdę. Niezdecydowanie w mojej duszy, lub jakaś inna wada, spowodowała we mnie to tak wielkie, godne potępienia niedbalstwo, że nigdy od razu niczego nie rozpoczynam, a jeśli już rozpocznę, to nigdy nie kończę. Rozważ uważnie przypadek syna zmarłego ojca, który usłyszawszy radę Chrystusową, by pozostawić zmarłym grzebanie ich zmarłych natychmiast poszedł za Jezusem (Łk 9,60). Piotr, Jakub i Jan - wezwani, natychmiast poszli za Chrystusem (Mt 4,18). Jeśli dobrze się zastanowisz, to zrozumiesz, że Ci, którzy prawdziwie pokochali Chrystusa, zawsze byli żarliwi, gotowi, a nigdy opieszali, zawstydzając nas w ten sposób.


Cz: Drogi Ojcze Antoni, nabrałem pewności, że powinienem iść odważnie za głosem Boga i wypełnić Jego wolę.

AMZ: Chciałbym to powiedzieć wszystkim: śmiało, moi Bracia, powstańcie teraz i chodźcie ze mną, gdyż chcę, abyśmy razem wyrywali szkodliwe chwasty, które być może, przypadkiem znajdują się w Waszych duszach. A jeśli nie ma ich w Was - przybądźcie, aby mi pomóc, ponieważ są w moim sercu i - na miłość Boską - pracujcie ze mną, abym mógł je wykorzenić i naśladować naszego Zbawcę, który przez posłuszeństwo aż do samej śmierci, powstawał przeciw niezdecydowaniu i nie odrzucił hańby krzyża, aby znieść wszelki nieporządek. Jeśli chwilowo nie możecie pomoc mi inaczej, wspomagajcie mnie przynajmniej Waszymi modlitwami. Ale kochani, do kogo odważam się wołać? Doprawdy do tych, którzy, podobnie jak ja, nie zaspokajają się tylko słowami, ale i działają.



Cz: Dziękuję Ojcze Antoni, za Twoje cenne rady, które dopomogą mi w podejmowaniu ważnych decyzji życiowych. A na koniec naszej rozmowy prosiłbym Cię o Boże błogosławieństwo na dalsze moje młode życie.

AMZ: Niechaj Bóg, który jest niezmienny i zawsze gotowy do czynienia wszelkiego dobra, zachowa Ciebie i uczyni niezłomnym i stanowczym we wszystkich działaniach i pragnieniach, co jest życzeniem mojej duszy.




Twój oddany brat w Jezusie Chrystusie,
Antoni M. Zaccaria, kapłan.